Spotykasz dawno niewidzianą znajomą tak blisko swojego mieszkania, że najlepiej gdybyś zaprosiła ją do domu. Stoicie już kwadrans na drodze, czujesz wyraźnie minusową temperaturę, ale nie proponujesz jej kawy u siebie. Przecież masz bałagan, skończył się cukier, a na biurku leżą rozłożone od wczoraj książki. Ona tymczasem opowiada ci o tym, jak świetnie radzi sobie w pracy, jak wspaniale układa się jej związek, na ilu warsztatach i szkoleniach była ostatnio, no i jak dobry miała czas w ostatnim półmaratonie. Jak ona to ogarnia? Ty nie jesteś aż tak zaradna, skoro nie znalazłaś chwili nawet na posprzątanie przed wyjściem. Stoicie i marzniecie więc dalej, bo nie wypada jej zaprosić. Co ona o tobie pomyśli? Że nie dbasz o porządek, oszczędzasz na jedzeniu, nie masz patentu na robienie zakupów, i że w ogóle nie ogarniasz życia.

Mierzysz już piątą sukienkę i ciągle nie wiesz, co założyć na wieczorną imprezę. Właściwie powinnaś już kończyć makijaż, żeby w ogóle na czas dojechać do klubu… Ale co poradzisz, że te dwa kilogramy aż tak widać, że nogi jakieś bardziej krzywe niż zwykle, pod oczami nosisz ślady ostatnich zarwanych nocy, no i nie zdążyłaś zrobić manicure. Nie, nie możesz tak pokazać się ludziom. Taka koślawa, zapuchnięta, nie dosyć szczupła, niewystarczająco umięśniona. Taka brzydka.

Odkąd urodziłaś dziecko, masz wrażenie, jakbyś była pod nieustannym obstrzałem. Każdy ma dla ciebie dobre rady, wie lepiej jak karmić, trzymać, usypiać i przewijać niemowlę. Wymowne spojrzenia i westchnienia, gdy w tramwaju maluch zaczyna płakać i nie możesz go ukoić. Przewracanie oczami na twój widok, gdy nieudolnie próbujesz go nakarmić w miejscu publicznym. Twoje ciągłe zmęczenie, pełno naczyń w zlewie, obiady na wynos i chodzenie w pidżamie do wieczora. Nie jesteś ani trochę podobna do instamatek, które mają zrobione na błysk paznokcie, porządek w domu, gotują zdrowe posiłki i jeszcze podczas drzemek dbają o swój rozwój osobisty. Mimo tylu przeczytanych poradników, tylu posiadanych gadżetów i usłyszanych dobrych rad, nadal nie jesteś wystarczająco dobrą matką. Możesz kiedyś doskoczysz do tego poziomu…

Ciągle nie dość dobra

Niedawno natknęłam się na takie słowa: „W przypadku moim i wielu z nas, pierwszą myślą po przebudzeniu jest: „za krótko spałem”. Kolejna brzmi: „mam za mało czasu”. Bez względu na to, czy jest to prawdą, czy też nie, myśl o niedostatku pojawia się w naszym umyśle automatycznie, zanim jeszcze zdążymy ją zakwestionować lub zastanowić się nad nią. Większość godzin i dni naszego życia spędzamy słuchając, wyjaśniając, narzekając lub martwiąc się tym, czego nam brakuje. Zanim jeszcze usiądziemy na łóżku, zanim nasze stopy dotkną podłogi, już nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być, już spóźnieni, już coś tracimy, już czegoś nam brakuje. Gdy wieczorem kładziemy się do snu, nasze umysły już układają litanię rzeczy, których tego dnia nie dostaliśmy albo nie zrobiliśmy. Idziemy spać przytłoczeni takimi myślami i budzimy się w zadumie nad naszymi brakami…” (fragment książki „The soul of money” autorstwa Lenne Twist).

Ten opis koresponduje z przytoczonymi przeze mnie sytuacjami – wspólnym mianownikiem jest tu okropne, ssące od środka poczucie niedostatku. Bycia niewystarczającą. Nie dość dobrą, mądra, piękną, szczupłą, ułożoną, perfekcyjną, zaradną… To tak, jakby każda kobieta była wybrakowana, jakbyśmy nie zasługiwały na fajne życie takie, jakie jesteśmy. Świat narzuca nam wiele warunków i oczekiwań, które musimy spełnić, by się nadawać. Co gorsza, my te przekonania zaczynamy hodować w swoich głowach i pozwalamy, by skutecznie zatruwały nam życie.

Skąd to się bierze?

Kiedy wchodzisz w ten świat „lepiej” i „niewystarczająco”, kiedy słyszysz głos „powinnam była”, „jak mogłam do tego dopuścić”, to co się w Tobie dzieje? Jakich emocji doświadczasz? Może to jest zasychanie w gardle, piekące policzki i szyja, drżące ręce, spocone dłonie, zaciśnięty żołądek? Może nazwiesz to strachem, lękiem, niepokojem, a może… wstydem? Zażenowanie, wstyd, zakłopotanie mają swoje źródło w braku wiary w swoją wartość niezależną od tego, co robimy lub tworzymy. Jeśli zaczynamy myśleć o sobie „jestem tym, co zrobiłam”, łączymy poczucie własnej wartości z tym, jak zostanie odebrane nasze dzieło, produkt czy usługa. Odbieramy sobie w ten sposób szansę na rozwój i podjęcie ryzyka, a wystawiamy na łaskę lub niełaskę otoczenia, tego, „co ludzie powiedzą i pomyślą”. Wstyd czerpie z tego lęku przed pomyłką, poniżeniem, czuciem się gorszym od innych. Żadna z nas tego nie chce! W głębi serca pragniemy przecież miłości i budowania więzi, chcemy być kochane i spełnione. Wstyd podpowiada, że każda porażka i błąd oznacza, że nie jesteśmy tego godne. Nie można lubić kogoś, kto ponosi klęski raz za razem! Nie można kochać kogoś, kto tak wygląda! Wstyd to właśnie lęk, że to, co zrobiłyśmy lub czego zaniechałyśmy, niezrealizowany ideał czy nieosiągnięty przez nas cel czynią nas niegodnymi miłości innych, ich sympatii i tworzenia z nimi więzi.

Zaplątane w pajęczynę

Badania prowadzone przez Brene Brown wskazują na trzy obszary, w których kobiety najczęściej doświadczają wstydu. Pierwszym jest oczywiście wygląd: ciągle obawiamy się, że nie zostaniemy zaakceptowane z obecną figurą i wiekiem, że będziemy skreślone, jeśli nie jesteśmy wystarczająco ładne. Mimo rosnącej świadomości, że nasze ciało się starzeje, że różne choroby odbijają się na naszych kilogramach, a zdjęcia w gazetach to dzieło bardziej Photoshopa niż natury; nadal hołdujemy przekonaniom, jak ważne jest bycie ładną. Jeśli odstajesz od normy – powinnaś się wstydzić. Nie zrzuciłaś brzuszka po ciąży, a twoje koleżanki już dwa miesiące po porodzie zakładają swoje stare dżinsy? Masz dowód, że wszystko się da, musisz się tylko bardziej postarać. Wychodzisz z domu bez makijażu, henny i manicure? To znak, że jesteś zaniedbana, koniec i kropka. Powinnaś zawsze dobrze wyglądać!

Kolejny obszar to bycie „superwoman” w każdej dziedzinie: w społeczeństwie funkcjonuje oczekiwanie, że będziemy perfekcyjne w każdej z pełnionych ról. Kobieta idealna to taka, która świetnie rozumie swojego mężczyznę, mądrze wychowuje dzieci, odnosi sukcesy w pracy, ma hobby, które ją rozwija, jest na bieżąco z kulturą, nienagannie wygląda, zdrowo gotuje, zna się na wystroju wnętrz i potrafi zadbać o porządek w swoim domu. Logicznie rzecz biorąc, to nie do zrobienia w ciągu 24 godzin. Kto by się jednak tym przejmował? Najlepiej oczywiście, jeśli godzimy te role na perfekcyjnym poziomie bez jakiegokolwiek wysiłku. Tak przynajmniej powinno to wyglądać na zewnątrz: jakbyśmy były wyposażone w naturalne talenty i nadprzyrodzone moce, bo dopiero wtedy można nas docenić. W oczach świata to ogromna zasługa, by nigdy nie być zmęczonym, chociaż tak bardzo zajętym. By oszukać naturę…

Trzecim obszarem, w którym najczęściej kobiety doświadczają wstydu jest macierzyństwo. I wcale nie musimy mieć dzieci! W odbiorze społecznym kobiecość jest tak nierozerwalnie związana z byciem matką, że dopiero ten składnik potwierdza naszą wartość w oczach innych. Stąd te ciągłe pytania o chłopaka, potem zaręczyny, datę ślubu, po ślubie o to, kiedy dziecko. Gdy ono się już pojawi, media, internet i otoczenie dopilnują, byśmy się wstydziły naszej niekompetencji, braku odpowiedzi, braku doświadczenia, podkrążonych oczu i zmęczenia. Oprócz naturalnego lęku o potomstwo przeżywamy mnóstwo lęków o to, czy podejmujemy wystarczająco mądre decyzje wychowawcze, czy dobrze robimy wracając do pracy lub zostając w domu, czy nie za wcześnie lub nie za późno na kolejne dzieci… Wstyd matczyny jest czymś, co nie ma końca. Świat zawsze będzie wiedział lepiej, że niedostatecznie sobie radzisz.

Te obszary wstydu tworzą pajęczynę oczekiwań wypowiedzianych lub nie, niedoścignionych wymagań i naszych braków. Trudno się z niej wyplątać, ale nagrodą jest wewnętrzna wolność i przywrócona wiara we własną wartość. To wymaga odważnego przeciwstawienia się temu, co mówi świat; i swoim wewnętrznym krytycznym głosom.

Cztery kroki

Zachęcam, byś w czterech krokach zmierzyła się z tym, co podpowiadają. Po pierwsze: trzeba usłyszeć, nazwać te wstydliwe miejsca. Po drugie: rozprawić się z fałszem, jaki nam proponują, czyli dopytać samej siebie o fakty, o konkrety stojące za danym przekonaniem. Czy stawiane ci wymagania są realistyczne? Czy pochodzą z twojego serca, czy też są głosem otoczenia? Po trzecie: opowiedzieć o tym, czego doświadczyłaś, osobie, która empatycznie Cię wysłucha. Czwartym krokiem jest wzięcie odpowiedzialności za tę historię i znalezienie najlepszego na ten czas rozwiązania dla niej. A gdy znowu usłyszysz, że jesteś „niewystarczająca…”, wracaj po prostu do punktu pierwszego, drugiego i tak bez końca 🙂

Piąty krok – podejmij WYZWANIE!

W grupie zawsze raźniej jest radzić sobie z wszelakimi trudnościami dlatego zapraszamy gorąco wszystkie kobiety do wzięcia udziału w naszym ✨WYZWANIU ADWENTOWYM✨ „Między lękiem a odwagą – kobiece spotkanie z rzeczywistością” organizowanym na Facebooku. Wystarczy kliknąć w baner poniżej, żeby uzyskać więcej informacji.

lęk

Przez 3 tygodnie zmierzymy się z różnymi odsłonami podstawowych kobiecych lęków:
🔴 lękiem przed brakiem akceptacji
🔴 lękiem przed oceną
🔴 lękiem przed porażką

WYZWANIE KROK PO KROKU:

  1. Zapisz się do wyzwania klikając „Biorę udział” w wydarzeniu. Link do wydarzenia –>> Wyzwanie dla kobiet „Między lękiem, a odwagą”
  2. W każdą niedzielę (2,9 i 16 grudnia), w wydarzeniu, znajdziesz pdf z zadaniami na kolejny tydzień. Ściągnij go, wydrukuj i systematycznie wypełniaj 😉
  3. Codziennie zerkaj też na nasz Fanpage Perła Kobiecości, gdzie będziemy dzieliły się tym, co odkryłyśmy w pracy z naszymi prywatnymi lękami.
  4. Na koniec każdego tygodnia, w niedzielę (9, 16 i 23 grudnia) umieść w komentarzu do posta podsumowującego dany tydzień, zdjęcie kartki z wypełnionymi zadaniami. To będzie dla nas dowód pracy i ukończenia przez Ciebie wyzwania.
  5. Spośród osób, które w pełni ukończą wyzwanie (prześlą zdjęcia 3 uzupełnionych kartek) wylosujemy osobę, która otrzyma od nas prezent – darmowy udział w dowolnych warsztatach Perły Kobiecości organizowanych w 2019 roku (do wyboru „Piękno myśli” lub „Kobieta aktywna”).

Proste prawda? 😉

Zostaje tylko pytanie – „Czy pokonasz lęk przed stanięciem w prawdzie i dołączysz do wyzwania?” 😉 Obiecujemy, że będziemy Cię wspierać na każdym kroku!

Jeśli uważasz, że może to być wartościowo spędzony czas pracy nad sobą to koniecznie podziel się informacją o tym wyzwaniu ze swoją koleżanką / przyjaciółką / siostrą / mamą / teściową / szefową 😉

Niech dobre treści idą w świat!

To jak, kto się pisze na wyzwanie? 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here