Klucz do szczęścia

Każdy pragnie szczęścia, jednak zwykle uzależniamy nasze szczęście od okoliczności zewnętrznych – w naszej głowie pojawiają się wymówki: „Gdybym miała…”, „Gdybym była…”, „Gdyby on…” A przecież klucz do szczęścia jest w twoich rękach. Wcale nie trzeba czekać na lepszą przyszłość, nie trzeba wiele zmieniać. Potrzeba tylko jednego: dziękować za to, co masz. Niewiarygodne, a jednak działa.

Bardzo prawdopodobne, że wtedy wiele się zmieni. Zamiast siłować się z samą sobą i narzekać na to, jak ci źle, spróbuj najpierw znaleźć w każdej sytuacji dobre strony i za nie podziękuj. Naucz się zauważać dobro, jakie dają ci inni ludzie każdego dnia – ci najbliżsi i ci spotykani przypadkowo. Choćby zwykłe „dzień dobry”, choćby dobrze wykonaną pracę, dzięki której jesz smaczny chleb lub pachnące pomidory, bezpiecznie jedziesz do pracy. Podziękuj za umiejętność, dzięki której możesz komuś pomóc.

Wszystko, dosłownie wszystko, może być okazją do odczuwania i wyrażania wdzięczności, jeśli tylko szukasz dobra w ludziach. A zawsze ostatecznie znajdujemy to, czego szukamy.

Trzy poziomy wdzięczności

Kiedy uczyłam się tego, jak dziękować, wyodrębniłam trzy poziomy wdzięczności:

  1. Wdzięczność w sercu

Wdzięczność rodzi się w sercu, kiedy dostrzegam dobre rzeczy w moim życiu i dziękuję za nie w myślach, kiedy naprawdę cieszę się nimi i doceniam to, co mam, co otrzymuję i co daję innym.

Kiedy siadam do śniadania, dziękuję za to, że mam co jeść (bo przecież to wcale nie jest oczywiste). Takie śniadanie, za które podziękuję choćby w myślach Panu Bogu, zjem całkiem inaczej. Przede wszystkim – wolniej, lepiej mi smakuje, nie przejem się. I od razu w myśli zastanawiam się, z kim mogę się podzielić żywnością lub pieniędzmi, komu ich brakuje.

Kiedy jadę do pracy, dziękuję za to, że ją mam, przecież mogłoby być inaczej. Za to, że dzięki niej możemy utrzymać rodzinę, mieć dom. Że rozwijam się, spotykam z fajnymi ludźmi. Że daję coś innym. Takie podejście bardzo pomogło mi wtedy, kiedy wcale nie miałam ochoty wracać do pracy po macierzyńskim. A jestem pewna, że nasza postawa, nasze myśli wpływają na to, jak traktujemy powierzone nam zadania i współpracowników oraz klientów. To ma znaczenie, czy przychodzimy do pracy z uśmiechem, czy wolimy w niej ponarzekać, jak sprawnie pracujemy, czy zostajemy po godzinach.

Ten poziom wdzięczności to głównie dostrzeganie dobra na poziomie myśli. Aby to skonkretyzować, warto chociaż raz dziennie podziękować komuś za coś konkretnego, czyli… wejść na poziom drugi.

  1. Wdzięczność okazana komuś

Wdzięczność mogę wyrazić słowami lub okazać ją w inny, konkretny sposób.

Najprościej jest rzucić zwykłe „dzięki” i to łatwo mi przychodziło. Jednak postanowienie wymagało większej precyzji i kreatywności. Chociaż raz dziennie mówiłam komuś, za co konkretnie jestem mu wdzięczna, co wyjątkowego jest dla mnie w tym, co zrobił lub co robi na co dzień. Chwaliłam dzieci, kiedy umiały się podzielić zabawką, zauważałam czyste okna w szkole, dziękowałam za pyszny posiłek czy rozmowę, która coś dobrego wniosła do mojego życia.

To okazywanie wdzięczności stało się okazją, by pochwalić czyjś talent czy wyrazić uznanie dla czyjegoś zaangażowania. Taka pochwała sprawia ludziom wiele radości – wiedzą, że ich praca została zauważona, że jest dla kogoś ważna. Okazując wdzięczność trochę obdarowuję tego, od kogo coś otrzymałam. Czasem niczym więcej nie mogę się odpłacić, więc dobrze choć tak niewiele z siebie dać!

  1. Wdzięczność za to, co trudne

Są to często sytuacje niezależne ode mnie, ale od mojego nastawienia zależy to, jak się zachowam, co z nich wyniosę i co dam innym. Niełatwo poczuć wdzięczność za coś, przeciw czemu cała się buntuję. Czego nie chcę, co jest wbrew moim pragnieniom. A jednak – skoro jest częścią mojego życia, warto powalczyć z sobą i poszukać w tej sytuacji jakiegoś dobra.

Dlaczego warto? Ponieważ to ćwiczenie otwiera na to, co dobre, pozwala zobaczyć całą sytuację w szerszej perspektywie, mniej subiektywnie. I wzmacnia, dodaje sił, bo gdy czerpię siłę z dobra, łatwiej przejść przez to, co trudne. Wtedy nie pogrążam się w czarnych myślach, nie zamykam się w postawie roszczeniowej, ale zaczynam kreatywnie szukać mądrego rozwiązania. I przede wszystkim dostrzegam drugiego człowieka, nie tylko siebie.

Co to konkretnie oznacza?

Ktoś mówi przykrą uwagę – mogę się od niego odwrócić, a mogę wysłuchać go naprawdę, podziękować za podzielenie się swoją opinią i postarać się zrozumieć jego perspektywę, to, jak on odbiera moje zachowanie. Często odkrywam, że on nie tyle mówi o mnie, co o sobie… Jeśli uważnie się wsłucham, dowiem się, czego pragnie, przed czym odczuwa lęk, w czym mogę mu pomóc. Dowiem się, co mogę zmienić, by lepiej nam się koło siebie żyło.

Z perspektywy czasu dostrzegam, że te najtrudniejsze doświadczenia, te niechciane, wywołujące bunt, najwięcej mnie nauczyły. To dzięki nim „poszłam dalej”. Dzięki buntowi podejmowałam ważne decyzje. Dzięki wysiłkowi, jaki włożyłam w wyprostowanie sytuacji czy relacji, zmieniłam się.

Co jest efektem okazywania wdzięczności?

Dzięki tym ćwiczeniom jeszcze wyraźniej dostrzegam, jak wiele dobra jest w moim życiu, jak wiele otrzymuję od innych. Codziennie szukam okazji, by podziękować – i każdego dnia znajduję ich wiele. A znajdując powody do wdzięczności, okazuję ją.

I jestem prawdziwie szczęśliwa, bo szukając dobra, znajduję je. Warto szukać dobra w drugim człowieku zamiast własnego ego, warto nauczyć się wdzięczności choćby na jednym z tych poziomów. Jak mawiała moja nauczycielka przy kolejnej niezapowiedzianej kartkówce, „zaufanie jest dobre, ale kontrola – lepsza”. Sprawdź więc i przekonaj się, jak bardzo możesz czuć się szczęśliwa, doceniając to, co masz!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here