Co to znaczy być sobą?

W czasie studiów miałam koleżankę, której niesamowicie zazdrościłam. Codziennie wstawała o 5.30, żeby ćwiczyć jogę i czytać. Potem szła na zajęcia na wymagającym kierunku, po nich praca w samorządzie studenckim, wolontariat albo angielski. Wieczorami się uczyła, do późna. Spała krótko, ale nigdy nie wyglądała na zmęczoną. Marzyłam, żeby być tak efektywna jak ona, więc postanowiłam spróbować żyć według podobnego planu. Po tygodniu prawie umarłam…. Ilość bodźców, które do mnie docierały, znacznie przekraczały moje możliwości! A ja wszystko chciałam przeanalizować i wykonać na 100%. Chciałam mieć pewność, że dobrze wybrałam, kiedy ćwiczę rano na siłowni. Bo może lepiej byłoby pobiegać? Wtedy spala się więcej kalorii i ładnie modeluje się ciało. A może jednak pilates? Ostatnio kręgosłup mi dokuczał, tak go zaniedbałam. Niestety, nie było czasu na takie analizy, bo właśnie spóźniłam się na kolejny punkt programu. Byłam sfrustrowana. Dużo czasu zajęło mi odkrycie, że głębokie spojrzenie, umiejętność wieloaspektowego analizowania i perfekcyjne wykonanie zadania jest moją mocną – nie słabą – stroną.

Być jak inni

Dzisiejszy świat mocno stawia na indywidualizm. Odkąd pamiętam, dopadały mnie nachalne hasła w stylu “bądź sobą!” albo “wyraź się!”. Sobą… czyli kim? Wyrazić… ale co? Z łatwością dostrzegałam, co inni mają wyjątkowego. Jeden miał łatwość w nawiązywaniu relacji, drugi świetnie radził sobie w zaskakujących sytuacjach, a ktoś inny szybko podejmował decyzje. Z takich inspiracji stworzyłam “collage” pożądanych cech. Wierzyłam, że kiedy się taka stanę, to wreszcie będą sobą. Zaczęły się lata ciężkiej pracy: wyznaczania celów i dążenia do nich metodą małych postanowień. Był to dla mnie bardzo dobry, twórczy czas, w którym poznałam siebie. A raczej: poznałam, kim nie byłam!

Najlepsza inwestycja

Kiedyś mocno inwestowałam w bieganie. Po kilku miesiącach regularnych treningów zbliżałam się do wymarzonego tempa 6 min/km. Któregoś dnia zaprosiłam do wspólnego biegania koleżankę, która nigdy wcześniej nie trenowała. Po prostu założyła adidasy i ruszyła ze mną. To był morderczy trening… dla mnie. Nie mogłam jej dogonić! Wtedy zrozumiałam, że szybkie bieganie nie jest moją naturalną predyspozycją. Muszę się bardzo postarać, żeby osiągnąć jako taki czas na 10 km i mam marne szanse, żeby konkurować z innymi. Podobnie jest z moją osobowością. Mam pewne naturalne predyspozycje i jeśli zajmę się inwestowaniem w swoje mocne strony, mogę osiągnąć mistrzostwo. Czy warto tracić czas na pracę nad czymś, w czym nigdy nie będę świetna?

Jednak dobrze być sobą

Od kilkudziesięciu lat możemy obserwować, jak badacze rozkodowują ludzkie DNA. Wiadomo już, gdzie dokładnie leżą geny odpowiedzialne za występowanie wielu chorób, ale też naszych naturalnych cech, jak kolor oczu czy długość nóg. Podobnie rzecz ma się z naszym temperamentem: wiele cech mamy wrodzonych, zapisanych w naszym genomie, czyli w każdej komórce naszego ciała. Tego nie da się zmienić, więc po co z tym walczyć?

Odkąd odkryłam teorię czterech temperamentów, lepiej rozumiem siebie. Umiem nazwać, co jest we mnie naturalnie dobre, a jakie tendencje mogą prowadzić mnie w złym kierunku. Przede wszystkim jednak wiem, że chcę ułożyć swoje życie: rodzinne, zawodowe i społeczne zgodnie z moimi mocnymi stronami. To, co sprawdza się u innych, niekoniecznie będzie dobre dla mnie.

Zapraszam Was na cykl wpisów na temat temperamentów. Może ktoś jeszcze odkryje dzięki nim, jak dobrze być sobą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here