Natrętna mucha – dziękuję

Letni poranek, godzina piąta, najsmaczniejszy sen, bzyczenie muchy budzi mnie ze snu…  Natrętny owad nie daje zasnąć… Wiem, że kiedy wstanę, to już się wybudzę i nie dośpię tej krótkiej nocy… Dawniej byłabym zła. Ale od kiedy zaczęłam za wszystko dziękować, również w tej sytuacji dziękuję za tę wczesną pobudkę – lubię poranki, a skoro mucha była w stanie mnie obudzić, to może oznacza, że już się dość wyspałam? Wstaję wdzięczna za ten dodatkowy czas, który mam dla siebie, zanim dzieci wstaną i z radością witam nowy dzień J

Dobry czas w szpitalu – dziękuję

Po porodzie córeczki zależało mi na szybkim wyjściu ze szpitala, dlatego zdecydowałam się na naturalny tryb narodzin, w którym można wyjść już na drugi dzień do domu. Jednak mimo że szpital zapewnia oficjalnie taką możliwość, to jednak neonatolodzy nie współpracują z oddziałem ginekologicznym i w praktyce pobyt wydłuża się. Byłam mocno zirytowana taką postawą lekarzy, tym bardziej, że nie było podstaw do trzymania nas dłużej w szpitalu. Ostatecznie zostaliśmy w nim cztery dni – odpuściłam walkę ze wszystkimi, postanowiłam za to wykorzystać ten czas jak najlepiej, cieszyć się tym, co mam – opieką, możliwością zajęcia się Malutką i tylko nią, czasem dla siebie i na modlitwę. Warto było – był to wyjątkowy czas, który do dziś procentuje.

Na ratunek – dziękuję

Wracałam w ferie zimowe z Wrocławia i na trasie złapałam gumę. Zjechałam na pobocze przy ruchliwej trasie, szybko wyjęłam koło zapasowe i wróciłam do auta, bo córeczka już się obudziła i obserwowała mnie zza szyby. Kilkanaście stopni mrozu, szybko się ściemnia. Ja sama z dwójką maluchów. Próbowałam dodzwonić się do pobliskiego mechanika, ale nikt nie odbierał. Po ok. 20 minutach ktoś przejeżdżał lawetą i zatrzymał się. Zapytał, czy pomóc i od razu wziął się do pracy, nawet nie zdążyłam wysiąść z samochodu po przebraniu malutkiej, by mu podziękować, bo już pędził na drugą stronę jezdni do swojego samochodu. Zdążyłam mu tylko krzyknąć „Dziękuję” przez uchylone drzwi. I postanowiłam pamiętać o nim w modlitwie.

Codzienność z dziećmi – dziękuję

Zauważyłam też, że kiedy pochwalę dzieci za to, że zrobiły coś dobrego, zachęca je to do takiego zachowania i bardzo dobrze wpływa na dyscyplinę. Wydaje się to oczywiste, a jednak rodzice czy nauczyciele często więcej krytykują niż chwalą. Sama się na tym złapałam – krytyczne uwagi same cisną się na usta, bo trudno zignorować złe zachowanie, reaguję na nie natychmiast. Jednak przez większość czasu dzieci zachowują się dobrze, a czasem wręcz wspaniale – pomagając sobie nawzajem, dogadując się między sobą, fajnie się bawiąc, pomagając w domu. Jeśli nie chwalę tych dobrych postaw, a tylko krytykuję niewłaściwe, dziecko może uznać, że stale jestem z niego niezadowolona. Zwykłe: „Dziękuję, że pomogłeś siostrze zawiązać buty”, „Widzę, że umiecie się ze sobą dzielić” lub „Cieszę się, że tak ładnie razem się bawiliście, a teraz zapraszam na spacer” sprawia, że dzieci mają właściwe rozeznanie – wiedzą, kiedy robią coś, co cenimy, a nie tylko, że ciągle psocą. Chwaląc to, co dobre, wzmacniam w nich te dobre zachowania.

Najpiękniejszy prezent – dziękuję

Aby nasza krytyka była skuteczna, czyli by ktoś zechciał jej wysłuchać i zastanowić się nad nią, musi czuć się bezpiecznie w naszym towarzystwie – konkretnie: by zrównoważyć jedną krytyczną uwagę, potrzeba czterech-pięciu pochwał. Tak piszą w mądrych książkach, a ja sama tak to czuję: na ostatnie urodziny poprosiłam wszystkie osoby, które dzwoniły z życzeniami o mały prezent: powiedzenie pięciu cech lub umiejętności, za które mnie cenią i jednej rzeczy, nad którą powinnam popracować. W tej proporcji 5:1 łatwo było przyjąć taką krytyczną uwagę i spokojnie się nad nią zastanowić. To był chyba najcenniejszy prezent, jaki dostałam. Choć przyznam, że zawahałam się, czy pytać, kiedy zadzwoniła teściowa… (Zapytałam, w tym jednym przypadku wyszło 3:1).

Dyplom za zaangażowanie – dziękuję

Myślę, że warto dostrzegać dobro i dziękować za nie, szczególnie tym osobom, wobec których często mamy zarzuty. Bardzo spodobał mi się pomysł pani dyrektor w szkole, do której uczęszczają nasze dzieci: na zebraniu wręczyła dyplomy rodzicom, którzy w jakiejś formie zaangażowali się w życie szkoły. Dyplomy niebanalne, każdy ze zdjęciem z realizowanego projektu, warsztatów czy innej pracy. Jak miło było zobaczyć, ile osób zaangażowało się w danym roku i usłyszeć, co konkretnie zrobiły dla szkoły, zamiast wysłuchiwać ogólnych i nieprawdziwych uwag, że nikt się nie angażuje.

Zainspirowana tym gestem, postanowiłam przygotować dyplom tłumacza-mistrza dla najlepszych tłumaczy, z którymi współpracujemy – przy okazji jubileuszu mojego biura tłumaczeń. Bo przecież dlatego z nimi współpracujemy, że na co dzień wykonują naprawdę świetną pracę: są rzetelni, szybcy, życzliwi, angażują się w każdy projekt, posiadają dużą wiedzę, zawsze możemy na nich liczyć. Dobrze jest docenić to, co dobrego inni dają nam na co dzień, zamiast z przyzwyczajenia traktować postawę zaangażowania jako coś oczywistego.

Epilog

Dostrzegam, że wszystko, cokolwiek oddam Bogu, zawsze przynosi dobre owoce. Choć będąc w samym centrum złych zdarzeń i trudnych emocji nie zawsze rozumiem, czemu one służą, to po jakimś czasie widzę, dokąd mnie zaprowadziły i że była to po prostu część drogi, może najtrudniejsza, ale konieczna, by dojść do celu.  Nie chodzi więc o to, by nie było trudnych doświadczeń na naszej drodze życia, ale by tak przez nie przejść, by wyjść mądrzejszym, potrafiącym lepiej kochać. A pierwszym małym krokiem w tej podróży może być właśnie „dziękuję”…

Link do piosenki Dziękuję to wszystko, co mogę Ci dać https://www.youtube.com/watch?v=KbYElqAolcg

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here